11 podjazdów w Jesenikach o których nie powiedzą Ci inni blogerzy

Wiesz, co, skoro tak dobrze znasz Jesioniki, to może napisałbyś jakiś przewodnik? Nigdy tam nie byłem, nie wiem co i jak – wiadomość takiej treści otrzymałem w ostatnim tygodniu na swoją skrzynkę pocztową. Pomyślałem, dlaczego nie, skoro właśnie w tej chwili tutaj przebywam. Ale co w takim przewodniku zamieścić? Miałem kilka takich pozycji wydawniczych w rękach i często po zakupie, lądowały głęboko w szafie nigdy nie używane.

Pradziad? Elektrownia Dluohe Strane? Informacje o tych miejscach odszuka każdy z Was bez większego problemu wystukując odpowiednie hasła w Google. Dowiecie się wszystkiego, co niezbędne i co zbędne również. Ominę dzisiaj więc dwa najpopularniejsze i najdłuższe tutejsze podjazdy.

Wielokrotnie podkreślałem do tej pory w swoich wpisach, że jestem ogromnym miłośnikiem Jesioników i znam je dobrze. Przynajmniej pod względem dostępnych możliwości szosowych podjazdów. Dzisiaj zamierzam Ci to udowodnić. Wsiadłem na rower i odwiedziłem mało znane i ukryte podjazdy. Zapraszam Was do przewodnika po miejscach znanych tylko niewielu. Miejscach, które będąc w Jesionikach odwiedzić zdecydowanie warto.

1. Ondrejovice-Dolni Udoli-Rejviz

(3,7 km, avg 6,9%, max 16,7%)

Znów wrócę do wcześniejszych wpisów (jeśli nie czytałeś, masz szansę jeszcze nadrobić tutaj), gdy stwierdziłem, że znam wiele różnych dróg prowadzących do Rejviz. Postanowiłem jedną z nich dzisiaj zdradzić. Jest to chyba najcięższy możliwy wariant podjazdu, choć nie najpiękniejszy. Co ja piszę, pod względem nawierzchni chyba najgorszy. Ale cechuje się dość stromymi fragmentami z którymi musicie się zmierzyć.

Wspinanie zaczynamy w miejscowości Ondrejovice, które jest kolejnym po Rejviz i Dolni Udoli – którym też przejedziemy – przysiółkiem Zlatych Hor. Jadąc z kierunku Zlatorudnych Mlynów skręcamy za boiskiem w lewo do wsi i po kilkudziesięciu metrach przejeżdżając pod wiaduktem rozpoczynamy nasz podjazd. Jego pierwszy akt odczujemy widząc na horyzoncie kościół porafialny z niecodziennie spotykanym zadaszonym cmentarzem. Myślę jednak, że skoncentrujesz się bardziej na 12% nachylenia niż oglądaniu lokalnych atrakcji. Te odwiedzisz przy innej okazji.

Tak naprawdę nie licząc krótkich kilkumetrowych momentów podjazd nie odpuszcza aż do rozwidlenia dróg. Jeszcze trzy lata temu na Altimetr polecałem jazdę prosto, jednak powódź jaka nawiedziła tą miejscowość zupełnie zniszczyła tam asfalt. Lecz widząc podczas zakończonego właśnie pobytu koparki mam nadzieję, że ten stan się zmieni, bo właśnie tutaj ukryty jest, a raczej był najciekawszy fragment podjazdu dochodzący chwilami do 20% nachylenia. Wierzę, że profil drogi, jeśli zostanie odbudowana, będzie zachowany.

Wróćmy na trasę i myśląc o odczuciu piekących mięśni, który z pewnością tutaj byśmy doświadczyli i skręćmy w lewo na serpentynę, za którą opuszczamy wieś i jesteśmy na ostatniej prostej przed rozwidleniem. Tam mamy dwie możliwości. Albo odpocząć przez chwilę, wybierając jazdę prosto w dół do Dolni Udoli i stamtąd, „klasycznie” rozpocząć podjazd na Rejviz, albo pojechać w prawo i zmierzyć się z kolejnymi fragmentami drogi o nachyleniu przekraczającym 10% dojeżdżając do głównej drogi przy popularnym „grzybku”.

Inna ciekawa droga, choć niestety jeszcze nie dostępna z powodu zalegającego błota (nie jest niestety w żaden sposób czyszczona), prowadzącą na Rejviz rozpoczyna się w Pisecnej, miejscowości przy głównej drodze prowadzącej z Głuchołaz do Jesenika. Tam musimy odbić w prawo, przejeżdżając przez most i kierować się w kierunku Chebzi. Za wsią wjeżdżamy wąską asfaltową ścieżką w las, która doprowadzi nas do celu. Nie brakuje tam serpentyn i stromizny, jest też dużo kamienia, błota i pozostałości po wożących tędy drewno ciężarówkach, chyba że wybierzecie się na przełomie maja i czerwca. Wówczas przejeżdża tędy peleton Wyścigu Pokoju Orlików i przez kilka dni szosa jest względnie czysta.

2. Ondřejovická strojírna-Podlesie

(2,6 km, avg 4,3%, max 14,3%)

Jeśli będziesz szukał tego segmentu na Stravie, by móc go wgrać do swojego Garmina, czy Wahoo, ewentualnie Karoo, to wpisz po prostu „Podlesie Aspen”. Niektórzy z Was mogą widzieć problem, ponieważ pierwszych kilkaset metrów (ale zapewniam nie więcej jak 300) prowadzi po gruntowej ścieżce. Nie polecam więc jazdy tędy w deszczu, lub tuż po nim. Zabawę zaczynamy zjeżdżając nieco niżej ze Zlatych Hor i dalej Ondrejovic na Mikulovice. Za fabryką urządzeń ciśnieniowych, skręcamy w prawo i przejeżdżając mostem przez rzekę Oleśnicę znajdziecie się już ponownie w Polsce w miejscowości Podlesie rozpoczynając nasz podjazd. Jest on niezwykle uroczy i tajemniczy.

Wije się jakby „urwanym” wąwozem, wśród wielu porzuconych i zniszczonych budynków w których według legend straszą dusze nieczyste gnębiące graniczne tereny od wieków. Owa legenda głosi, że tutejsi samobójcy byli chowani pod kamieniem granicznym, postawionym na zlecenie wrocławskiego biskupa Andrzeja Jerinę w 1586 roku. Miał wskazywać granicę złotonośnych terenów, które były pod panowaniem Książąt Nyskich podległych wrocławskiemu biskupstwu. Z pewnością ogrodzeniem którym jest otoczony przykuje on Waszą uwagę, gdy będziecie go mijać. Podjazd kończy się mocnym akcentem przy kościele św. Jerzego, skąd macie możliwość wybrać dalszą jazdę w kierunku Głuchołaz niezbyt ciekawym asfaltem, albo wrócić w dół i kontynuować swoją podróż czeskimi szosami.

3. Mur de Hradec

(1,7 km, avg 4,9%, max 14,0%)

Przedrostek „Mur de” przywodzi na myśl prowincję Liege w Belgii, a konkretniej miejscowość Huy gdzie rokrocznie kończą rywalizację kolarze w czasie klasyka Walońskiej Strzały. Czeski odpowiednik ukryty pomiędzy rzeką Białką, a lokalnym lotniskiem nie jest wprawdzie tak znane i tak imponujące jeżeli chodzi o ilość procent z którymi się możemy zmierzyć.

Warto tam się wybrać choćby po to by przepalić nogę przed dalszą częścią wycieczki. Aby dotrzeć do podjazdu musicie jadąc od Głuchołaz obwodnicą Mikulovic skręcić w lewo do miasta, a tuż za stacją kolejową w prawo w osiedle bloków. Kierujecie się zgodnie ze znakami drogi rowerowej 54, ale tuż przed estakadą obwodnicy ścieżka ta odbija w lewo. Wy musicie jechać prosto, przeciąć tory kolejowe i znajdziecie się na podjeździe. Aby dotrzeć do tytułowego „muru” musicie wspiąć się jakiś kilometr. Ściana pozwoli Waszym mięśniom poczuć lekkie pieczenie, ale na krótko. Jeśli przetrwacie dalsza część prowadząca skrajem lasu aż do lotniska będzie już zdecydowanie bardziej przyjemna.

4. Křížový Vrch

(2,1 km, avg 10,3%, max 22,6%)

Domyślam się, że każdy z Was podjeżdżając z Jesenika do Rejviz nawet nie sądził, że na samym jej początku, jeszcze przed wjazdem do lasu ukryte są trzy ciekawe, a wręcz imponujące swoimi możliwościami weryfikacji Waszych kolarskich umiejętności podjazdy. Pierwszy z nich prowadzi do hotelu Křížový Vrch pod szczytem o tej samej nazwie. W pobliżu znajduje się kaplica św. Anny, która od wieków jest miejscem czczonym przez pątników, którzy rokrocznie 1 sierpnia z Jesenika wyruszają w pielgrzymkę drogą krzyżową z czternastoma charakterystycznymi stacjami. Wielu z Was swoją drogę krzyżową będzie przeżywać jadąc asfaltowym odpowiednikiem. Do góry prowadzą liczne drogowskazy reklamujące hotel i znajdującą się tam restaurację.

Droga szybko osiąga nachylenie 10%, a każdym kolejnym metrem wydaje się być on coraz większe. Gdy miniemy już wszystkie otaczające nas domki naszym oczom pokaże się las, a za zakrętem w lewo zobaczysz prawdziwą ścianę płaczu. Jej pokonanie wymaga nie tylko stalowych nóg i mocnych nerwów, ale i niemałych umiejętności, ponieważ i stan nawierzchni tutaj nie zachwyca, a liczba procent przekracza 20. Cierpienia możemy sobie wynagrodzić we wspomnianej restauracji, w której z dala od zgiełku miasta możemy napić się chociażby wielbionego przez naszych południowych sąsiadów złotego trunku.

5. Detrichov

(1,7 km, avg 7,8%, max 21,9%)

Droga prowadzi przez jedno z osiedli Jesenika, Detrichov. Asfaltowa część podjazdu kończy się tuż przed wjazdem do lasu, ale jeżeli posiadasz każdy inny rodzaj roweru, możesz podjeżdżać wyżej. Zapewniam jednak wszystkich na rowerach szosowych, że mimo „urwanej” drogi wcześniejszych kilometrów żałować nie będziecie. Na podjazd dojedziecie skręcając w lewo na kolejnej krzyżówce za tą, którą dojechaliśmy na Krizovy Vrch, kierując się do rancza z jeleniami.

Początkowo podjazd nas usypia, niewiele się dzieje, mijamy kolejne urokliwe domki dojeżdżając do krzyżówki. Jedziemy w lewo, główną drogą i naszym oczom, oprócz majestatycznego widoku Jeseników ukazuje się główna część podjazdu. Od tego momentu rzadko kiedy nachylenie spadnie poniżej 15%, a kilkukrotnie przekroczy 20%. Zmęczeni możemy zatrzymać się chwilę w jednej z restauracji usytuowanych pod szczytem i oglądać niemal całe pasmo Jeseników z wspaniale wyeksponowanym Pradziadem. Ten widok naprawdę wynagradza wcześniejsze cierpienia, z jakimi musieliśmy się mierzyć.

6. Chata Svornost

(1,1 km, avg 14,5%, max 27,3%)

Ten kilometr prowadzący do leśnego pensjonatu Svornost jest najsztywniejszym kilometrem dostępnym w Jesionikach. Wprawdzie 14,5% nie robi na papierze wrażenia, to jest potęgowane każdym metrem w górę. Nachylenie szybko przekracza barierę 10% i rośnie dochodząc aż do 30%. Frustracja naszą niemocą potęgowana jest wymalowanymi znacznikami dystansu usytuowanymi co 10 metrów. Na końcu dowiadujemy się, że najlepszy kolarz dotarł do końca w 3:50, a gdy porównamy z własnym wynikiem ciężko będzie o uśmiech na twarzy, ale ten może się pojawi w drodze powrotnej, gdy naszym oczom ukaże się wspaniała panorama Rychlebskich Gór.

7. Ceska Ves – Priessnitz Lazne

(6,1 km, avg 5,7%, max 22,7%)

Łaźnie Priessnitza to jedno z najbardziej znanych uzdrowisk w Czechach, znane w kolarskim świecie z angażowania się w sposoring najważniejszych imprez kolarskich. Tutaj rokrocznie kończą rywalizację orlicy podczas Wyścigu Pokoju.

Wróćmy do kompleksu sanatoryjnego, którego głównym atutem jest leczenie… wodą. Tak, wodą. Założyciel, Vincenz Priessnitz był znanym na ówczesnym Śląsku Austryjackim samoukiem, który zasłynął proponowaniem swoim pacjentom niekonwencjonalnych sposobów leczenia. Wielokrotnie był oskarżany o znachorstwo i musiał się tłumaczyć ze swoich racji przed sądami. W końcu jednak przekonał sceptyków do siebie a już w 1851 z jego terapii wodnych skorzystało 36 000 kuracjuszy.

Dzisiaj sanatorium jest oblegane równie mocno, jak przed 170. laty, ale każdy chętny za sprawą funduszy unijnych może zasmakować terapii podczas niedzielnej wycieczki. Kilka basenów jest dostępnych ogólnie, możecie z nich podziwiać panoramę Jesenika i całych Jesioników.

99% osób zna tylko jedną możliwość wjazdu, z centrum Jesenika. Ja przedstawię wersję nieco dłuższą i nieco ciekawszą. Rozpoczyna się na przeciw basenów w miejscowości Nova Ves, jadąc od polskiej granicy główną drogą krajową, tuż za torami musimy skręcić w prawo. Od razu zaczynamy pierwszy akt podjazdu, dość łagodny i przyjemny. Aż do skrzyżowania w lesie, na którym odbijamy w lewo, a nachylenie zaczyna wzrastać. Wprawdzie tylko przez chwilę, ale wystarczająco aby dało się to odczuć. Później ścieżka łagodnieje i przez kilka minut możemy odpocząć. Ponownie nachylenie wzrasta ponad kilometr przed szczytem, Strava wskazuje nawet 42%, ale bez obaw – maksymalnie osiągnięcie połowę z tej wartości.

8. Jesenik – Čertovy kameny

(3,0 km, avg 9,1%, max 22,6%)

Kolejny z podjazdów, który rozpoczyna się w urokliwym Jesioniku. Aby znaleźć się na dróżce prowadzącej nas do Diabelskich Skał musimy jadąc z centrum za mostem skręcić na skrzyżowaniu w prawo, podjechać ok. 100 metrów i wjechać w osiedle domków jednorodzinnych znów w prawo. Droga jest dość dobrze oznakowana, wystarczy kierować się na „Zlaty Chlum”. Aż tak wysoko asfalt nie prowadzi, ale wcześniejsze metry pozwolą Wam poczuć się jak na Mortirolo, a na pewno jak w Gliczarowie. Skały zwane inaczej Czarcimi są popularnym i bardzo ciekawym rejonem turystycznym, z nastawieniem głównie na wspinaczkę. Sześć skał pozwala na doskonalenie swoich umiejętności i przyciąga amatorów z linami.

Pochodzenie nazwy tego miejsca związane jest z legendą. Otóż pewna kobieta, która znana była ze swojej pobożności postanowiła po śmierci swojego męża, którą bardzo przeżyła zbudować klasztor zakonny. Miał on być usytuowany na skraju gór porośniętych lasem w pobliżu zamku. Nieopodal w dolinach swoją kryjówkę miał diabeł, który gdy się dowiedział o planach kobiety zaczął niszczyć wszystko, co ludzie zbudowali. Chciał zatopić całą dolinę niszcząć ludzkie dzieło. Diabeł dostał od Boga pozwolenie na dokończenie swojego dzieła – miał jednak zdążyć przed pianiem koguta. Nie udało mu się, a diabelscy pomocnicy w momencie piania upuścili ostatnie kamienie w dolinie, a największa z nich to owe Čertovy kameny.

Dla wielu z Was diabelski okaże się sam podjazd. Tylko jego początek może wskazywać, że będzie lekko i przyjemnie. Nie będzie. Nachylenie wzrasta i trzyma ponad 10%, dochodząc nawet do 29%. Podjeżdżanie utrudnione jest także przez liczne rynienki na naszej trasie, które staną się bardziej niebezpieczne na zjeździe.

9. Nad Jeleni z Holcovic

(2,6 km, avg 7,7%, max 15,0%)

Wyjeżdżamy w końcu z Jesenika i udajemy się w kierunku wschodnim. W zasadzie wielu przybywających od strony Głubczyc/Krnova może obrać podjazd na Jeleni jako swój pierwszy punkt wycieczki po Jesionikach. Z Mesto Albrechcice musimy się kierować na Hermanovice i około 10 kilometrów później, w miejscowości Holcovice, po zjechaniu w lewo na Karlovice rozpoczynamy nasz podjazd. Jest on z kategorii tych, które nie wyglądają, a dają popalić. Początkowy kilometr wiedzie nas wśród okolicznych łąk, które skutecznie maskują nachylenie, a my niedowierzamy w 8% pokazywane na naszym komputerku. Ale nogi wiedzą, że żadnego przekłamania nie ma. Gdy wjeżdżamy do lasu, a raczej jego pozostałości po działalności kornika, który w tej okolicy w ostatnim czasie siał duże spustoszenie, procenty wzrastają do 12.

Długa prosta oznajmia, że szczyt jest blisko, a tam możliwość krótkiego odpoczynku i jeden z najpiękniejszych widoków na Pradziada i Dluhe Strane. Po zjechaniu w dół możesz odbić w lewo znów do góry by odwiedzić muzeum afrykańskie, a wśród eksponatów żyrafę, czy bawoły. Jeżeli jednak te klimaty są ci obce możesz ruszyć dalej i nie przejmuj się znakami oznajmiającymi rychłe zakończenie drogi.

10. Hermanovice

(0,9 km, avg 9,5%, max 22,0%)

Kolejna możliwość zaliczenia ścianki powyżej 20% nachylenia. Wprawdzie wcześniej opisane są zdecydowanie ciekawsze i mocniejsze, to i przejazd wsią Hermanovice może sprawić ci wiele satysfakcji. Zabawę rozpoczynamy na wysokości miejscowego kościoła wjeżdżając pod zakaz ruchu. Droga jest łatwa do znalezienia również poprzez znaczniki podjazdu wskazujące kolejno 990, 980, itd. metrów do jego końca. Wyżej oznaczone są również punkty w których nachylenie przekracza 20%.

W przeciwieństwie do innych podjazdów, które tutaj przedstawiłem na szczycie zabraknie możliwości delektowania się zapierającymi dech widokami. Mimo wszystko każdemu z Was polecam jego podjechanie. Dalszą podróż możesz kontynuować jadąc w lewo, a następnie w prawo w kierunku Zlatych Hor, a jeśli nie boisz się prędkości na najbliższym zjeździe poczujesz wiatr we włosach i prędkości o jakich w innych miejscach Jesioników ciężko. Tam właśnie pobiłem swój rekord, przekraczając 100 km/h, dokładnie o 1, choć dzisiaj stan nawierzchni na takie ułańskie wyczyny już nie pozwala, to ostatnio zanotowałem 82 km/h.

Jeśli posiadasz stalowe nerwy i nie żal Ci zestawu kół na którym przemierzać zamierzasz Jesioniki to pojedź w prawo, kontynuując jazdę do góry. Dojedziesz do Janova, a następnie Jindrichova, gdzie usytuowany jest ostatni proponowany przeze mnie podjazd.

11. Svaty Roch

(1,7 km, avg 3,4%, max 11,1%)

Najmłodszy w zestawieniu. Powstał trzy lata temu z incjatywy powiatu prudnickiego, którego włodarze zasłynęli zdobywaniem funduszy unijnych na różne mniej lub bardziej potrzebne cele regionalne. W ramach jednego z takich projektów, wyremontowano zniszczoną drogę z Prudnika, przez Dębowiec do Wieszczyny, a w ramach transgranicznego partnerstwa włodarze Jindrichova odbudowali historyczny szlak łączący kiedyś oba kraje. Jak to z Czechami bywa stworzyli trasę najmniejszą linią oporu, dzięki czemu na wzgórze Świętego Rocha możemy wjechać przyjemnymi kilkunastoprocentowymi ściankami z każdej ze stron.

Z wspomnianym wzgórzem związana jest kolejna w tym zestawieniu legenda, która została odtworzona i przelana z papieru na rzeczywistość, nomen omen z pomocą pieniążków z Unii Europejskiej. Miasto Rosenau. Potężne ogrodzone ogromnymi murami obronnymi zostało wzniesione przez germańskie plemię, które pośród gór i lasów próbowało ukryć się przed szerzącą się chrystianizacją. Mieszkańcy plemienia większość dnia spędzali na hulankach i swawolach. Siły czerpali z tajemniczych rytuałów wokół Kamiennego Kręgu, którego pozostałości można podziwiać do dnia dzisiejszego. Kamienie miały przywoływać moce z wszystkich stron świata.

Plemię zamieszkujące Rosenau budziło strach wśród innych zamieszkujących te tereny. Nocami, gdy życie wokół zamierało, wszyscy mieszkańcy wychodzili na pobliskie wzgórze Svatego Rocha i za pomocą ogników-pochodni, które co raz pojawiały się i znikały oddawali pokłon siłom nieczystym. Mieszkańcy chwytali też jeńców, często zbłąkanych tubylców, którzy nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Nabijali ich na pale, które otaczały wzgórze i oddawali w ofierze swoim bożkom. Pewnego razu, wczesnym rankiem nad Górami Opawskimi zerwała się potężna burza. Grzmoty łopotały po skałach, a błyskawice rozświetlały pogrążoną w strachu okolicę. Trzęsąca się ziemia oznajmiła koniec miasta Rosenau. Zapadło się pod ziemię wraz z wszystkimi mieszkańcami.

Do dzisiaj turyści przemierzający szlaki przecinające byłe tereny zaginionego miasta znajdują przedmioty należące do demonicznych pogan, popularna jest plotka jakoby jeden z pastuszków pasących wokół wzgórza bydło miał odnaleźć złoto. Wieczorami, we mgle turyści mogą usłyszeć wołanie o pomoc potępionych dusz. Tyle legenda. Można ją zasmakować we wspomnianym na początku parku rozrywki, który stał się jedną z ciekawszych atrakcji w regionie.

O autorze

Mateusz Birecki

Jeżdżę na rowerze. Podobno dużo. Na co dzień pracuję przy dużych zbiorach dziwnych liczb. Robię też zdjęcia -> www.birecki.photos I bardzo lubię pisać. Dlatego ten blog.

Możesz przeczytać również