...

Stali bywalcy bloga wiedzą, że wśród moich maszyn jakiś czas temu zagościł rower z tytanu. Co jakiś czas dostaję od Was pytania jak #PanTytan sprawdza się w praktyce. I sądzę, że te odpowiedzi powinny ujrzeć światło dzienne.

Rower tytanowy zagościł u mnie ponad 19 miesięcy temu. W tym czasie zrobił ponad 25 tysięcy kilometrów, zwiedzając – bez mała! – 10 krajów. Już widząc te liczby możecie wnioskować – słusznie! – że ten rower jeździ nadzwyczaj dobrze.

Dlaczego rower z tytanu?

Jeśli pamiętacie mój pierwszy wpis, gdy zawitał do mnie #PanTytan tak naprawdę na początku nie myślałem o rowerze z tytanu. Myślałem o rowerze customowym, dostosowanym do moich potrzeb, bez żadnych kompromisów na które musiałbym iść kupując rower z salonu rowerowego od znanych producentów.

A wówczas gdy planowałem zrobienie roweru (czyli ponad dwa lata temu) takich kompromisów byłoby sporo. Ponadto niewiele było rowerów, które swoim charakterem były jeszcze rowerem szosowym do długich dystansów, ale pozwalały też wjechać mocniej w teren. Dzisiaj niemal każdy szanujący się producent taką maszynę ma w swojej ofercie, co pokazuje jak dynamicznie zmienia się rynek i dostosowuje do potrzeb odbiorców.

Chciałem mieć też coś „swojego”, czego nie mają inni. Coś, co będzie mnie wyróżniać. Pojazd z którego będę mieć satysfakcję i radość. Bo rower służy do jazdy, a nie do patrzenia na niego jak wisi na ścianie. I jak się zapewne domyślasz po tym wstępie, udało się! I to jak się udało!

Gdy myślałem by zbudować rower z tytanu, wiedziałem że chcę by został ze mną na dłużej. Dlatego też m.in. na główce ramy wylądowało moje logo. Rower został „uszyty na miarę” pode mnie i przeze mnie. Nie korzystałem z bikefittingu, a raczej wykorzystałem wiedzę dostępną w internecie i własne doświadczenia z wcześniejszymi maszynami. To było bazą do narysowania ramy, która po czterech miesiącach od zamówienia wylądowała w końcu w moim mieszkaniu.

25 tysięcy kilometrów później

Dzisiaj, 19 miesięcy później #PanTytan ma przejechanych ponad 25 tysięcy kilometrów. To dużo i mało zarazem, patrząc na to jakie statystyki potrafiłem wykręcać we wcześniejszych latach. Nieistotne. Jest on idealnym towarzyszem w każdej sytuacji. Nie zawiódł nigdy.

Nie miał najmniejszych problemów, gdy musiał się wspinać objuczony torbami na alpejskie przełęcze i dumnie trzymał kroku wrocławskiej koninie podczas szybkich ustawek ~40 km/h. Ale gdy trzeba było to wjechał i do lasu i na kamienie, dając dodatkowej satysfakcji.

Nie planuję go zmieniać w najbliższej przyszłości i to nie dlatego, że obecne ceny rowerów są zbyt absurdalnie wygórowane jak na realia i warunki. A jak nie wierzysz, to powiem Ci gdzie możesz sprawdzić, że mam rację.

Nie planuję zmieniać, bo rower z tytanu spełnia moje oczekiwania ewoluującego podejścia do kolarstwa. Podejścia, które mówi: jeździć mniej, ale lepiej. Co wcale nie oznacza szybciej.

Zmiany w eksploatacji

Jedno z pytań, które wielokrotnie się przewija w wiadomościach od Was dotyczy zmian jakich dokonałem po zakupie. Albo jakich chciałbym dokonać. Tak naprawdę było ich niewiele i nie miały wpływu na zmianę właściwości i charakteru roweru.

Rower przeszedł jeden pełny serwis w miejscu w którym je składałem, czyli Bikestage Wrocław. Potrzebował go, po roku eksploatacji. Okazało się wówczas, że specjalnie wiele robić w nim nie trzeba. Kaseta, łańcuch, nowe linki, odpowietrzanie hydrauliki, nowa owijka, nowe opony. Tyle wówczas potrzebował.

W międzyczasie dwa razy potrzebowałem pomocy serwisanta. Raz, gdy linka wydawała ostatnie tchnienie (choć ja myślałem że cała klamka jest do wymiany) i drugi raz, gdy w koło dostał się bidon i trzeba było je centrować.

Wiele serwisowych tematów załatwiałem sam. Wymiana łańcucha, czy opon nie sprawia przecież większych problemów. Ale i z serwisem bębenka Dandy Horse też sobie radziłem.

Z elementów stałych zniknęły zamontowane na początku uchwyty bidonowe Fabric, które bardzo szybko się zużyły, a ów bidon właśnie sprawił przykrą niespodziankę. W zasadzie uchwyty zmieniłem dwa razy, bo kolejne – z tytanopodobnego materiału (tak, zakupione w serwisie na A…) dość szybko się rozpadły. Dzisiaj mam kompozytowe Tacx’y.

Zmieniłem też pedały, a w zasadzie wymieniłem na nowe, bo wciąż jeżdżę na Look X-Track. Stare zużyły się na tyle, że miały problem z trzymaniem bloków.

Co bym zrobił inaczej?

Jeśli miałbym wskazywać na element roweru, który skonfigurowałbym inaczej, to byłyby to koła. A konkretniej piasty. Nie to, że Dandy Horse ma je złe, ale w porównaniu do DT Swiss wymagają dużo uwagi i serwisu.

Nie ukrywam też, że nie do końca lubimy się z napędem Shimano GRX, który lubi mnie od czasu do czasu zdenerwować. Dzisiaj wciąż jednak na nim jeżdżę, ale coraz częściej myślę czy to nie już czas wejść w system zmiany elektronicznej.

Podsumowanie

Reasumując. Rower spisuje się doskonale i oby tak jeździł nadal. Nie znam obecnych cen samych ram i frachtu, ale domyślam się że obecnie zbudować rower z tytanu jest zdecydowanie trudniej i drożej, niż gdy ja to robiłem.

Udostępnij

O autorze

Jeżdżę na rowerze. Podobno dużo. Na co dzień pracuję przy dużych zbiorach dziwnych liczb. Robię też zdjęcia -> www.birecki.photos I bardzo lubię pisać. Dlatego ten blog.

Optimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.