...

Każdego dnia życie skromnych, ciężko pracujących cyklistów jest zagrożone przez niewielką część nieostrożnych kierowców. Laura została zepchnięta przez sedana z drogi na ścieżkę, a wszystko nagrała przemysłowa kamera, Adrian jeździł do pracy na rowerze, ale gdy na rondzie samochód znalazł się tuż obok niego, myślał że umrze. Anastazja została zabita uderzona przez ciężarówkę, miała 23 lata, James jest hospitalizowany od wielu tygodni z przerażającymi urazami po uderzeniu przez samochód sportowy na popularnej trasie rowerowej. Nasze życie jest niepotrzebnie tracone, a poważne obrażenia będą utrzymywane, tak długo, jak długo bezpieczna odległość pomiędzy samochodami a rowerami jest niewymuszona. 

To fragment petycji przygotowanej przez zjednoczone grupy australijskich cyklistów chcących wymóc na tamtejszej policji egzekwowanie przepisu o minimalnej odległości jaką winny zachować samochody mijając osoby na dwóch kółkach. Na dedykowanym do takich celów portalu została wirtualnie podpisana przez blisko 10 000 osób będących przedstawicielami różnych nacji. To pokazuje, że problem wspólnego akceptowania się kierowców przez rowerzystów i odwrotnie jest powszechny na całym świecie.

Brak zachowania odpowiedniej odległości od rowerów to nie jedyne przewinienie kierowców pojazdów. Na porządku dziennym każdy z nas doświadcza wymuszania pierwszeństwa, zajeżdżania drogi i innych nie mniej niebezpiecznych zachowań. Pisząc ten tekst jestem dzień po jednej z najgroźniejszych sytuacji drogowych jakiej byłem uczestnikiem. Kierowca korzystający na skrzyżowaniu z lewoskrętu z impetem ruszył prosto we mnie, jadącego główną drogą z pierwszeństwem. Gdyby nie moja trzeźwa ocena sytuacji mogłoby się różnie skończyć, choć tak naprawdę byłem przekonany, że zostanę przez ów jegomościa zahaczony, a skutki tego zdarzenia opłakane. Minęliśmy się dosłownie na centymetry.

Nie wiem co było powodem takiego zachowania wspomnianego osobnika, bo zwyczajnie uciekł, mi zaś dobrą chwilę zajęło zanim ochłonąłem i byłem w stanie jechać dalej. Kiedyś w przeszłości korzystając z zielonego światła na ścieżce rowerowej wjechałem na skrzyżowanie – wcześniej rozglądając się wokół – i nie sądziłem, że będący ok. 100 metrów ode mnie pojazd nagle przyspieszy. Facet koło czterdziestki  zatrzymał swój pojazd 20 centymetrów od mojego kolana, twierdząc że  nie zauważył roweru, bo patrzył do góry na sygnalizator, sprawdzając czy nie zgaśnie mu zielona strzałka… Myślę, że każdy z Was mógłby dodać tutaj podobne przykłady ze swojego życia.

Silimy się na różne akcje, począwszy od mas krytycznych blokujących centra i tak zatłoczonych miast w piątkowe popołudnia, po udostępnianie w mediach społecznościowych obrazków z hasłami typu „ja też chcę żyć”. Próbujemy wychowywać innych i zaznaczać swoją obecność przekazując w eter informację o tym że jesteśmy równoprawnymi uczestnikami ruchu. Niestety, najczęściej efekt jest przeciwny do zamierzonego – jak słusznie zauważył już Maciek Hop kierowcy uważają, że w ich zachowaniu i kulturze jazdy nie ma niczego, co mogłoby być zagrożeniem dla innych, a rowerzystów nazywają świętymi krowami, którym wszystko się należy.

Zastanówmy się, czy nie dajemy im powodów do utwierdzania się w swojej racji? Ile razy omijałeś ścieżkę rowerową? Bo wąska, bo ludzie się plączą, bo średnia na Stravie będzie niższa. Ile razy przejechałeś a nie przeszedłeś przez przejście dla pieszych? Ile razy przejechałeś na czerwonym świetle? Bo zdążysz przed tymi z prawej, bo na przeciw nic nie jedzie, bo masz za nic swoje życie. Zarówno my – rowerzyści, jak i oni – kierowcy, łamiemy przepisy na potęgę, ale nie byłoby to tak opłakane w skutkach, gdyby nie fakt, że zwyczajnie wzajemnie na siebie nie uważamy.

Nie jestem w tym względzie wyjątkiem. Tak jak i Ty. Choć z upływem czasu i kilometrów spędzonych na siodełku mam wrażenie, że jeżdżę zdecydowanie bezpieczniej i rozważniej. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Ilustrującego ten wpis ghost bike’a wcale nie musiałem szukać długo. Na ulicach polskich miast jest ich pełno i będzie tym więcej, im więcej ludzi będzie jeździć na rowerze robiąc to brawurowo i nie dbając kompletnie o swoje bezpieczeństwo. Załóż kask, wyciągnij słuchawki z uszu i najzwyczajniej miej oczy dookoła głowy! Zamiast głosić górnolotne hasła, których adresatem nie poczuwa się nikt, zacznij naprawianie świata od siebie. Bądźmy wobec siebie bardziej tolerancyjni i wyrozumiali.

Wiem, że w świecie którym rządzą wszechobecne egoizm, zarozumiałość i arogancja jest to trudne. Wciąż o wszystko rywalizujemy chcąc być za wszelką cenę pierwszymi i szybszymi. Brakuje nam pewnego rodzaju empatii wobec innych, brakuje też odwagi by przyznać się do popełnianych błędów. Mocni jesteśmy tylko siedząc przed ekranem swojego smartfona, czy laptopa rozładowując swoją frustrację na innych. A gdy mamy okazję do bezpośredniej konfrontacji okazujemy się tchórzami i uciekamy.

Bądźmy tymi, którzy uczą, ale nie bójmy się przyjmować lekcji od innych. Nie jesteśmy idealni i musimy zdawać sobie z tego sprawę. Bo w czym jesteśmy lepsi od ostrokołowca, który przecina skrzyżowanie na czerwonym, sami wybierając się na wieczorny trening bez choćby najsłabszej lampki? Upominajmy siebie nawzajem i nie boczmy na innych, gdy oni będą strofować nas.

Jeśli nagrywasz niebezpieczną sytuację, nie wahaj się wysyłać tego na specjalne skrzynki mailowe policji, nawet jeśli nie masz kamerki a masz pewność że w pobliżu jest kamera przemysłowa – też pisz. Wierzę również, że z naszą pomocą prędzej czy później polska policja również dojrzeje do edukowania społeczeństwa – tak jak to się dzieje choćby w Wielkiej Brytanii, a nie będzie polowała tylko na łatwe mandaty wypełniając normy przez zbliżającym się deadlinem – tak jakby pracowali w korporacji.

Taka postawa osób, które z definicji powinny chronić obywateli generuje w nas jedynie większą chęć kombinowania i łamania przepisów. Te nie powinny być postrzegane nie jako zbiór regulacji za które grożą nam kary, tylko pakiet ostrzeżeń wyzwalających myśl, że gdy któreś przekroczymy to stworzymy zagrożenie dla życia i zdrowia swojego i innych.

Mówi się, że czas leczy rany. Pewnych ran wyleczyć się nie da i życzę Ci byś nie musiał przez swoje nieracjonalne zachowanie na drodze wstydzić się stanąć przed kimś, kto stracił kogoś z Twojej winy. Życie to coś najcenniejszego co posiadamy. Dbajmy o nie, ale pamiętajmy, że jest ono równie istotne dla niemal każdego kogo mijamy codziennie na swojej drodze. Nie zapominajmy o tym.

Udostępnij

O autorze

Jeżdżę na rowerze. Podobno dużo. Na co dzień pracuję przy dużych zbiorach dziwnych liczb. Robię też zdjęcia -> www.birecki.photos I bardzo lubię pisać. Dlatego ten blog.

Optimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.